Filmowy styl moich sesji zdjęciowych ukształtował się całkiem przypadkiem. Jako, że studio znajduje się między lasami i łąkami, był to naturalny element, który bardzo chciałam wykorzystać na zdjęciach. Dlatego zachęcałam naszych gości do fotograficznych spacerów na łonie natury. Jednak, raz po raz czułam lekki niedosyt. Jakby czegoś brakowało. Zaczęłam tym sposobem wynosić na zdjęcia w plenerze różne graty. Najpierw nieśmiało małych gabarytów, jak poduchy i dywany. Po jakimś czasie leśne meblowanie nabrało większej intensywności oraz rozmiarów. Pojawiły się fotele, łóżka, czy komody. Ja z moimi architektonicznymi naleciałościami mam z tego niezły fun.
Po takiej burzy i dynamice w plenerze przyszła jednak pora zmierzyć się ze studyjną stroną robienia zdjęć. Miałam do tego trochę opory, ale czuję, że odnalazłam tam również swój własny kawałek świata. Taki eteryczny i jakby obracający się w zwolnionym tempie. Mój własny slowlife, który dzięki Wam mogę wdrażać w swoje życie, a jednocześnie zarażać tą zajawką innych.
Dziś łączę obie formy, tworząc sesje rodzinne, kobiece i dla par w studiu i w plenerze pod Poznaniem. Jeśli czujesz, że ten klimat jest Ci bliski, zapraszam do zapoznania się z moimi sesjami zdjęciowymi.







